Przejdź do głównej zawartości

Posty

Noż w dupę

Macierzyństwo jak wszyscy wiemy pachnie fiołkami, ciepłą kawą i generalnie upływa w ciszy i spokoju. Matka Polka ma na wszystko czas, jest zawsze uczesana, pełen makijaż robi w pół sekundy i nie wie co to dres. Nie wiem też co to stres, bo nigdy się nie denerwuje, nie krzyczy, a dziecię jej jest najgrzeczniejsze na świecie. Dziwnym trafem moje macierzyństwo odbiega nieco od tego standardu. Kocham syna mego jedynego ponad życie, ale to co mnie wyprowadza z równowagi to czasami przechodzi ludzkie pojęcie. Do tego bałagan! My ciągle robimy bałagan! Najchętniej napisałabym, że to Muniek robi ten i ten i tamten bałagan, ale niestety pomagamy sobie i razem z Mymlem, cała nasza trójka, syfi jak zespół rockowy na after party.  Przeglądam liczne blogi parentingowe. Oglądam tam sobie cukierkowe bąble, w markowych ciuszkach, w markowych krzesełkach, wpierdalające markowe marchewki z markowym avocado i koniecznie z nasionami chia. A moje nic nie je i do tego wiecznie brudne. Czytam pr...

Program 500 plus Czarnobyl i kredyt na invitro

Podejmując decyzję o dziecku, albo nie myślimy wcale, albo myślimy o wszystkim. Szkoda tylko, że nie o tym o czym powinniśmy. Targają nami rozbieżne emocje. Z jednej strony chcemy, z drugiej się boimy. Kalkulujemy czy pensja minus rata kredytu odjąć opłaty plus metraż starczy na pieluchy. Rozważamy czarne scenariusze, co by było gdyby nie starczyło i co zrobimy jak jednak starczy.  Oczywiście kalkulacje finansowe mają sens. Ale bądźmy szczerzy, kto tak na poważnie robił dziecko z kalkulatorem w ręku? Sama stoję w obliczu decyzji o posiadaniu kolejnego dziecka. O ile za pierwszym razem łatwo nie było, o tyle teraz jest jeszcze trudniej.  Po pierwsze chcąc mieć dziecko nie ważne czy pierwsze, drugie, trzecie, trzeba mieć do tego zdrowie i całą tonę cierpliwości. Jestem pokoleniem płynu Lugola. Nie mam ani zdrowia ani cierpliwości.  Przez ostatnie pięć lat byłam częściej w szpitalu niż w pracy. Miałam nawet świńską grypę. Nie żebym się chwaliła, ale w kwest...

Anger Management

Z natury jestem nerwowa. No dobra dobra. Nerwowo wybuchowa do potęgi entej. Szybko się irytuję tzn. irytuje mnie wszystko i wpadam w dziki szał z prędkością światła. Nawet się nie zorientujesz o co tak faktycznie kaman, jak ja już jestem w piątej fazie wściekłości. Do szału doprowadza mnie wszystko, a już najbardziej tak zwane "bylegówno". Tłukę talerze, rzucam czym popadnie, trzaskam drzwiami i potrafię nawet trzasnąć nietrzaskającą szufladą. Pani Furia w pełnej swej okazałości sieje zniszczenie, klnie jak szewc i gdyby to było tyko możliwe, ziałabym ogniem albo spopielała wzrokiem.  Na szczęście nie zieje ani nie spopielam, bo najczęściej na linię ognia napatoczyć się musi Muniek. I tak oto ten dzielny, mały lew wpada na Panią Furię i Pani Furia dostaje apopleksji i białej gorączki bo pomimo totalnego nerwa musi spokojnym tonem 54566822123 raz powtórzyć "ubieramy się" "nie rysuj Brucia" "nie rzucaj" "podnieś to" "chodź tu do...

Kinder bal którego nie będzie

Rok temu, dokładnie na dzień przed Sylwestrem, miałam wszystko dopięte na ostatni guzik. Znajomi zaproszeni. Temat jedzeniowo alkoholowy dogadany. Pościel dla gości przygotowana. Plan zagospodarowania przestrzennego trójki dzieci i dwóch psów opracowany. Śniegu brak, ale na co komu śnieg w zimie. Wszystko układało się pomyślnie, do momentu kiedy zignorowałam wszystkie znaki na niebie i się pochorowałam. Jak bardzo możecie sobie przypomnieć  TUTAJ .  Z zasady nie oszukuję samej siebie. Oszukiwanie siebie, to oszukiwanie do kwadratu, a że ja jestem kiepska z matmy pewnie bym się w tym wszystkim pogubiła i po co mi to. Tak więc nie robię sobie ani planów ani postanowień noworocznych. Poza tym jednym, ubiegłorocznym, którego przestrzegam i faktycznie jak Brut "mówi" nie idź to nie idę. Jednak tym razem nic nie mówił, a ja nawet nigdzie nie poszłam i nigdzie nie byłam, a jednak złapałam anginę ropną.  Był to mój pierwszy i wyrażam głęboką nadzieję, że ostatni raz. Gó...

Więzień Azkabanu i prezenty

Moja, nasza, globalna wioska coś się nam kurczy. Ostatnie wydarzenia pokazują, że Europa nie jest już miejscem ani przyjaznym, ani bezpiecznym.  Jeszcze w październiku wymyśliłam sobie romantyczny weekend w Paryżu. Niestety ubiegła mnie fala uchodźców. Byli szybsi niż moja decyzja i samolot. Chociaż normalnie wkurza mnie to moje guzdralstwo, tym razem, jestem mu wdzięczna za ciągłe odkładanie jesiennej podróży do stolicy mody. No cóż, zazwyczaj co się odwlecze to nie uciecze. Jednak nie tym razem. Pierdole nigdzie nie jadę. Jestem młoda, mam małe dziecko i nie zamierzam ginąć z rąk fanatyków. Skoczymy do Ciechocinka. Podobno też jest romantycznie i chodzą słuchy, że nawet fajnie, o ile masz ukończone 80 lat. W planach był również Londyn i Berlin. No bo to wszystko tak blisko, a z Muńkiem jeszcze nie byliśmy. Ale jak się tak człowiek zastanowi, to mu wychodzi, że na głupszy pomysł to chyba już nie mógł wpaść. O wygrzewaniu się w środku zimy w Egipcie czy zwiedzaniu Jerozoli...

Matka Paranoja czyli worst case scenario

Dzień jak co dzień. Wstajemy. Mymlamy Brucia, siku, zęby, ubieramy się i do kuchni.  Zaparzam kawę, robię herbatę i gotuję parówki. W między czasie sama idę siku. Siedzę na kiblu i jedyne o czym myślę to to, że rondelek z parówkami postawiłam na skraju, na palniku, do którego Muniek bez problemu dostanie. Wszystko w tym rondlu pewnie się już gotuje i przez moją głowę przelatuje scena niczym z hollywoodzkiego filmu jak ten wrzątek i te parówki i one na Muńka i ten Muniek i ten płacz i ten krzyk, a potem szpital, tylko który? gdzie najbliżej?  Dobra, bez paniki, sikam dalej i jednocześnie uzmysławiam sobie, że po drugiej stronie na ladzie zostawiłam gorącą kawę i dwie herbaty. Znowu podobna wizja płacz, poparzenie trzeciego stopnia, dramat w całym domu, szukanie kluczyków, bieg do auta, szpital.  Już nie sikam, wołam Muńka. Jak będzie w łazience to kuchenny wrzątek mu chwilowo niestraszny. Wpada do tej łazienki niczym tajfun. Skacze i koniecznie chce mi pokazać...

Top 5 co powinno mówić się własnemu dziecku

Internetowych list czego nie mówić, czego nie robić, czego nie kupować, czego nie dawać, czego nie pokazywać, czego nie jeść i czego nie pić jest milion. I fajnie. Niech i będzie ich ze daw miliony. Natomiast na listę tego co mówić własnym dzieciom jeszcze nie trafiła. Przyznam szczerze, że nie szukałam też zbyt dokładnie, bo mam swoją własną.  "Nie bój się" Idź. Biegnij. Skacz. Zobacz. Dotknij. Nie ograniczam Munia. Wręcz przeciwnie zachęca do robienie wszystkiego, a już zwłaszcza tego przy czym chociaż na ułamek sekundy się zawaha. Oczywiście w granicach rozsądku (powiedzmy). Popycham go ciągle i stale do przekraczania własnych granic. I chociaż moje serce samo czasem truchleje powtarzam mu "Nie bój się, jestem przy Tobie". Uważam, że dzięki temu będzie, w zasadzie już jest, ciekawy świata i pewien siebie w jego zdobywaniu. Chcę nauczyć go pokonywania własnych ograniczeń, strachu, uprzedzeń oraz tego, że nieważne co się stanie zawsze będę obok. ...